Życie z hazardzistą

Kiedy poznałam Adama, wydawał się zwyczajnym, sympatycznym facetem. Pracował jako księgowy w niewielkiej firmie, mieszkał samotnie w kawalerce na obrzeżach miasta i często zapraszał mnie do siebie na wino. Lubiliśmy razem gotować, oglądać filmy i rozmawiać do późna. Wszystko zmieniło się, gdy pewnego razu zabrał mnie do kasyna.

„No chodź, Aniu, spróbujemy razem szczęścia!” – zawołał, wrzucając monetę do automatu.

Wygrał kilkaset złotych. Był tak podekscytowany, że postanowił zagrać dalej. Ja wróciłam do domu, a on został do rana. Gdy przyszedł następnego dnia, chwalił się, że wygrał ponad 2000 zł. Od tamtej pory zaczął regularnie odwiedzać kasyna i salony gier. Zrezygnował z pracy, bo jak twierdził, i tak zarabiał więcej przy automatach.

„Wiesz co, Aniu? To takie proste. Wystarczy mieć szczęście i człowiek staje się bogaty!” – mówił podekscytowany.

Ja martwiłam się o niego, ale on uspokajał mnie, że ma wszystko pod kontrolą. Pewnego wieczoru wrócił do domu kompletnie pijany. Rzucił się na kanapę z rozpaczą w oczach.

„Przegrałem wszystko! Nie mam ani grosza!” – wykrzyczał, uderzając pięścią w stół.

Sama zapłaciłam za czynsz i jedzenie. Obiecał, że to się więcej nie powtórzy.

„Aniu, przysięgam, że to ostatni raz. Już nigdy więcej nie przegram wszystkich pieniędzy” – zapewniał, ściskając moją dłoń.

Niestety, powtarzało się regularnie. Raz na kilka tygodni wracał zdruzgotany, przepraszając i obiecując poprawę. Zadłużył się nie tylko u mnie, ale też u znajomych, rodziny, a nawet u lichwiarzy. Coraz częściej znikał na całe dnie. Zaczęłam się bać o niego i o siebie. Pewnej nocy obudził mnie telefon.

„Proszę przyjechać na komisariat, zatrzymaliśmy pani znajomego za kradzież portfela” – usłyszałam.

Okazało się, że Adam włamał się do czyjegoś mieszkania, żeby ukraść pieniądze na hazard. Stał tam ze spuszczoną głową, wstydząc się patrzeć mi w oczy

„Do cholery, Adam, coś ty zrobił?! Jak mogłeś?!” – krzyczałam, czując ogromny zawód i smutek.

„Aniu, tak strasznie mi przykro… Nie wiem, co we mnie wstąpiło…” – szlochał, trzęsąc się ze wstydu.

Zgodziłam się zapłacić za niego kaucję, choć rodzina odradzała mi pomaganie mu.

„Daję ci ostatnią szansę. Musisz skończyć z hazardem! Inaczej z nami koniec!” – krzyczałam ze łzami w oczach.

Przytaknął, obiecując poprawę. Jednak kilka dni później zniknął, zostawiając kartkę „Poszedłem do kasyna”. Tego było za wiele. Spakowałam swoje rzeczy i wyprowadziłam się tego samego dnia.

Moja rodzina i przyjaciele potępili mnie za to, że dałam się wykorzystać. Mieli rację, ale ja wciąż kochałam Adama i miałam nadzieję, że wyjdzie z nałogu. Nie widziałam go przez kilka miesięcy, aż do dzisiaj. Stał przede mną wychudzony, w podartym płaszczu. Twarz miał zapadniętą, włosy przerzedzone, a dłonie drżące.

„Aniu, tak strasznie cię przepraszam za wszystko” – powiedział ze łzami w oczach. – „Poszedłem na terapię. Nie gram już od trzech miesięcy. Grupa wsparcia bardzo mi pomogła. Proszę, daj mi jeszcze jedną szansę. Obiecuję, że się zmieniłem”.

Patrzyłam na niego z niedowierzaniem. Chciałam wierzyć w jego szczerość, ale bałam się kolejnego zawodu.

„Naprawdę? Czy tym razem mówisz prawdę?” – zapytałam sceptycznie.

„Tak, Aniu, przysięgam! Tęskniłem za tobą każdego dnia. Kocham cię i chcę z tobą być. Proszę, wróć do mnie. Dam ci wszystkie numery do moich terapeutów, żebyś mogła ich spytać” – błagał.

Westchnęłam ciężko. Wiedziałam, że hazard jest straszną chorobą i że Adamowi nie było łatwo. A ja wciąż go kochałam, mimo wszystkich krzywd, jakie mi wyrządził.

„No dobrze. Dam ci jeszcze jedną ostatnią szansę. Ale musisz kontynuować terapię i chodzić na grupę wsparcia. I ani mi się waż wrócić do nałogu!” – powiedziałam stanowczo.

„Dziękuję, dziękuję! Obiecuję, że cię nie zawiodę!” – zawołał, przytulając mnie mocno.

Uśmiechnęłam się lekko, choć w środku wciąż tliły się wątpliwości. Miałam nadzieję, że tym razem dotrzyma słowa i uda mu się pokonać nałóg. Być może jest jeszcze nadzieja dla niego i dla nas.

Nadesłała Ania z Kołobrzegu



Zobacz także:

Artur Smoliński

ad516503a11cd5ca435acc9bb6523536?s=150&d=mm&r=gforcedefault=1

Photo of author

Artur Smoliński

Dodaj komentarz