Mąż mnie nie szanuje, więc spakowałam walizki i zniknęłam bez śladu

Za każdym razem, gdy wracałam z pracy, miałam nadzieję zastać w domu ciepły posiłek i uśmiechniętego męża. Zamiast tego witała mnie cisza i pustka. Michał znowu siedział w pubie z kolegami albo oglądał mecz w telewizji z piwem w ręku.

Westchnęłam ciężko, zdjęłam buty i poszłam do kuchni przygotować coś dla siebie. Znowu.

To trwało od miesięcy. Odkąd Michał stracił pracę, nasz związek powoli się rozlatywał. Stał się oschły, czasem nawet wrogi. Zamiast rozmawiać ze mną, uciekał do alkoholu i kumpli. Przestał dbać o dom, o mnie.

Bałam się z nim rozmawiać. Gdy zwracałam mu uwagę na jego zachowanie albo prosiłam, żeby posprzątał lub ugotował obiad, reagował agresją. Wyzywał mnie, obrażał, rzucał oskarżeniami, że go kontroluję i gnębię.

Miałam dość. Nie po to wyszłam za niego, by zostać jego służącą. Kochałam Michała, ale nie mogłam pozwalać, żeby mnie poniżał. Postanowiłam z nim poważnie porozmawiać. Musiałam dać mu jasno do zrozumienia, że tak dalej być nie może.

Przy kolacji, którą jak zwykle sama przygotowałam, oznajmiłam stanowczo:

Michał, musimy porozmawiać. To, co się dzieje w naszym związku od kilku miesięcy, nie jest w porządku. Rozumiem, że straciłeś pracę i jest ci ciężko. Ale skoro jesteśmy małżeństwem, powinniśmy sobie pomagać. A nie rzucać we mnie talerzami za to, że proszę cię o pomoc w domu. Albo przypalać obiad specjalnie, bo akurat jest mecz w telewizji. Tak dalej być nie może, Michał. Musisz zacząć brać odpowiedzialność za siebie, dom i mnie. Jesteśmy rodziną.

Michał zmierzył mnie wściekłym spojrzeniem. Zacisnął pięści tak mocno, że pobielały mu kostki. Bałam się, że zaraz wybuchnie. Ale ku mojemu zdziwieniu wstał i wyszedł z domu, trzaskając drzwiami.

Wrócił po kilku godzinach, pijany. Rzucił kurtkę na podłogę, nie racząc nawet jej zawiesić na wieszaku. Stanął nade mną, gdy układałam w szafce talerze po kolacji i warknął z wyrzutem:

Co, już ci się nie podoba, jaki jestem? Myślałaś, że na zawsze zostanę twoim oddanym niewolnikiem?

Nigdy cię tak nie nazywałam – odparłam spokojnie. – Po prostu uważam, że skoro jesteśmy małżeństwem, powinniśmy dzielić obowiązki. I wspierać się nawzajem.

Michał wybuchnął śmiechem.

-Wspierać się nawzajem? A co ja mam z tego twojego wsparcia, jak siedzę bez pracy?!

-Pomagam ci finansowo od miesięcy. Gotuję, sprzątam…

-Oh, biedna ty! Musisz czasem ugotować obiad i pozmywać! Co za tragedia!

Czułam gulę rosnącą mi w gardle.

-Po prostu chciałabym, żebyś znowu był tym troskliwym, kochającym mężem, za którego wyszłam… – wyszeptałam przez łzy.

Nie spodobało mu się to. Chwycił mnie za ramię i potrząsnął tak mocno, że aż zabolało.

-Nie będziesz mi mówić, jaki mam być! Jasne?! Sam zdecyduję, kiedy się wezmę w garść i co będę robił. A ty mi nie będziesz rozkazywać, wiedziano?!

Wyrwałam się i uciekłam do sypialni, zatrzaskując drzwi. Michał kopnął w nie z całej siły.

-No chodź, uciekaj! Zawsze uciekasz, jak trzeba rozwiązać problem! Żałosne!

Rzuciłam się na łóżko i wybuchłam szlochem. Moje małżeństwo się rozpadło na moich oczach. Mąż, którego kochałam całym sercem, zmienił się nie do poznania. Stał się brutalny i okrutny. Bałam się go. Czułam, że muszę chronić siebie i odejść, zanim stanie się coś gorszego. Nazajutrz spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i po cichu opuściłam mieszkanie.

Nadesłała czytelniczka: pani Joanna z Rogoźna (42 l.)



Zobacz także:
Photo of author

Julia Nowak

Moje zainteresowania to psychologia i literatura. Często biorę udział w warsztatach rozwoju osobistego i lubię pomagać innym. Wolny czas spędzam na czytaniu książek i pisaniu artykułów na różne tematy. Jestem również aktywna w lokalnej społeczności, organizując wydarzenia kulturalne.

Dodaj komentarz