Szef mnie podrywa

Od dawna czułam, że mój szef patrzy na mnie w specyficzny sposób. Zbyt długo zatrzymywał na mnie wzrok, zbyt często komplementował moją pracę. Pewnego razu zapytał nawet, czy nie wyskoczyłabym z nim na lunch. Odmówiłam, tłumacząc się brakiem czasu. Nie przywiązywałam do tego większej wagi, dopóki pewnego dnia nie poprosił mnie do swojego gabinetu.

„Usiądź proszę, muszę z tobą porozmawiać” – zaczął poważnym tonem.

„Słucham pana. W czym mogę pomóc?” – zapytałam, siadając naprzeciwko niego.

„Od dawna cię obserwuję i muszę przyznać, że bardzo mi się podobasz. Jesteś niezwykle pracowita i kompetentna. Dlatego chciałbym ci zaproponować… awans.”

Zamurowało mnie. Byłam pewna, że zaraz zaproponuje randkę albo coś podobnego. Tymczasem on mówił dalej o nowych obowiązkach, podwyżce, biurze z widokiem na miasto. Nie dowierzałam własnym uszom.

„No i jak, zgadzasz się?” – zapytał w końcu z uśmiechem.

„Oczywiście! Bardzo dziękuję za docenienie mojej pracy.”

Wyszłam z gabinetu oszołomiona. Najwyraźniej się pomyliłam. A może on po prostu zrezygnował ze swoich zalotów? Tak czy inaczej, byłam mu wdzięczna za awans. Następnego dnia przeniosłam się do nowego biura. Ledwo zdążyłam rozpakować swoje rzeczy, gdy rozległo się pukanie do drzwi. Wszedł mój szef, niosąc bukiet kwiatów.

„To dla ciebie, z okazji awansu” – powiedział, kładąc bukiet na biurku. „I jeszcze jedno. Chciałbym cię zaprosić na kolację. Co ty na to?”

Tym razem byłam pewna, że to zaproszenie na randkę. Zawahałam się. Powinnam odmówić, w końcu był moim przełożonym. Ale z drugiej strony wydawał się dobrym facetem, a ja byłam samotna od dawna…

„Nie wiem… Czy to dobry pomysł? Jestem pańską podwładną.”

„Wiem, ale to nie przeszkadza mi w tym, żebym cię zaprosił jako kobietę, nie pracownicę. No weź, zgódź się. Obiecuję, że będziemy się świetnie bawić.”

W końcu dałam się namówić, choć wiedziałam, że prawdopodobnie popełniam błąd. Wieczorem poszliśmy do eleganckiej restauracji. Ku mojemu zdziwieniu, kolacja upłynęła w miłej, koleżeńskiej atmosferze. Mój szef okazał się dobrym i interesującym rozmówcą. Opowiadał zabawne historie ze swojego życia, pytał o moje zainteresowania. Ani razu nie nawiązał do niczego dwuznacznego.

„Dziękuję za miły wieczór” – powiedziałam, gdy odprowadzał mnie do domu. „Ale obawiam się, że to się więcej nie powtórzy. Jesteś moim szefem, to skomplikowane.”

„Dlaczego? Przecież dobrze się bawiliśmy!” – zaprotestował.

„Wiem, ale to niewłaściwe. Dobranoc.”

Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Usłyszałam jeszcze jego głos

„W takim razie składam rezygnację! Nie chcę rezygnować z ciebie!”

Zatkało mnie. Czy on oszalał? Jak to zrezygnował? Dla mnie? Przecież ledwo się znaliśmy! Nazajutrz okazało się, że mówił poważnie. Firma dostała jego rezygnację. Plotki rozeszły się lotem błyskawicy. Wszyscy patrzyli na mnie z zainteresowaniem i zdziwieniem. Tymczasem on czekał na mnie przed biurem z bukietem róż.

„No i co teraz powiesz? Umówisz się ze mną?” – zapytał z uśmiechem.

Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. Facet rzucił dobrą posadę tylko po to, by umawiać się ze mną. Byłam w szoku. Kim musiałabym być, że zrobił dla mnie coś takiego? Z drugiej strony to było szalone. Dopiero co się poznaliśmy!

„Posłuchaj, doceniam twój gest, ale to trochę za szybko. Ledwo się znamy!” – powiedziałam.

„Wiem, ale czuję, że to coś wyjątkowego. Chcę spróbować. Proszę, daj mi szansę” – nalegał.

Wahałam się. Z jednej strony bałam się tej nagłej intensywności. Ale z drugiej – wydawał się naprawdę mną zainteresowany. Postanowiłam zaryzykować.

„Dobrze, umówię się z tobą. Tylko najpierw musisz znaleźć nową pracę, bo inaczej z głodu umrzesz!” – zażartowałam.

Roześmiał się i pocałował mnie w policzek. Poszliśmy razem, trzymając się za ręce. Nie wiedziałam, co z tego wyniknie, ale czułam motylki w brzuchu. Może jednak warto było zaryzykować? W kolejnych tygodniach spotykaliśmy się regularnie. Okazało się, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Podobne zainteresowania, podobne poczucie humoru. Czas mijał nam na rozmowach i spacerach. Z każdym spotkaniem czułam, że łączy nas coraz więcej. On rzeczywiście znalazł nową pracę w konkurencyjnej firmie. Nie było mu łatwo, bo plotki o jego nagłej rezygnacji krążyły w całej branży. Ale uparcie dążył do celu. Chciał udowodnić, że zależy mu na mnie. Pewnego wieczoru, gdy siedzieliśmy przytuleni na kanapie w moim mieszkaniu, nagle powiedział:

„Kocham cię”

Zamarłam. Byliśmy razem dopiero od kilku tygodni. Czy to nie za wcześnie na takie deklaracje? Ale kiedy popatrzyłam mu w oczy, zobaczyłam w nich taką miłość i oddanie, że nie miałam wątpliwości – on mówił szczerze.

„Ja ciebie też kocham” – wyszeptałam.

Uśmiechnął się szeroko i pocałował mnie czule. Tej nocy został u mnie po raz pierwszy. Obudziliśmy się o świcie, przytuleni do siebie. Minęło kilka miesięcy. Nasz związek kwitł. Byliśmy nierozłączni, wspieraliśmy się, cieszyliśmy każdą wspólną chwilą. Planowaliśmy nawet wspólną przyszłość. Pewnego dnia, wracając z pracy, zastałam go w moim mieszkaniu. Uklęknął przede mną z pierścionkiem w dłoni.

„Wyjdziesz za mnie?” – zapytał.

Rzuciłam mu się na szyję, krzycząc z zaskoczenia i ekscytacji! Zgodziłam się bez wahania.

Ślub wzięliśmy pół roku później. Zaprosiłam nawet kilku znajomych z dawnej pracy. Nie mogli uwierzyć, że nasz związek okazał się tak trwały.

„Myśleliśmy, że zwariowałeś, rzucając dla niej pracę” – przyznali. „Ale widać, że wasze uczucie jest prawdziwe”.

Uśmiechnęłam się do męża. Faktycznie, nasza miłość okazała się silniejsza niż wszystkie plotki i wątpliwości. Byłam mu wdzięczna, że zaryzykował dla mnie tak wiele. Dzięki temu odnalazłam swoje szczęście.

Nadesłał Mariusz z Konina



Zobacz także:
Photo of author

Anna Kowalska

Jestem pasjonatką podróży i fotografii. Uwielbiam odkrywać nowe kultury i dokumentować moje przygody. W wolnych chwilach piszę wiersze i opowiadania. Moim marzeniem jest wydanie własnej książki pełnej opowieści z różnych zakątków świata.

Dodaj komentarz